kotek rysunki 

Oglądasz wypowiedzi znalezione dla zapytania: kotek rysunki





Temat: Na Radpec nie ma mocnych.
Kto kupił kota w worku, RadPEC czy prezydent?
Ułóżmy w porządku chronologicznym niektóre istotne zdarzenia związane z zakupem
EC:
- prezydent zleca i otrzymuje opracowanie „Studium opłacalności zakupu EC”
- 23-06-2004 gmina kupuje EC i sprzedaje ją RadPEC
- grudzień 2004 gmina otrzymuje opracowanie „Model organizacji usług
ciepłowniczych…… 230;..”
wniosek: opracowano studium i zakupiono EC bez modelu organizacji a opracowany
model przewiduje, że w roku 2005 w zakupionych kotłowniach będzie
wykorzystany jedynie kocioł WR-25 nr 8 w łącznym czasie równoważnym 8
dobom. To znaczy, że w modelu uzasadniono nieopłacalność zakupu EC.

Zainteresowanych odsyłam na stronę nr 14 opracowania pt „Model organizacji
usług ciepłowniczych dla gminy miasta Radom w latach 2005-2015- analiza”,
datowane grudzień 2004, autorstwa zespołu S. Pasierba.
Na stronie umieszczono rysunek 2.3.1. Jest to wykres pt: „Sposób pokrycia
zapotrzebowania na ciepło na tle wykresu uporządkowanego obciążeń sieci
w 2005 r.”
Z wykresu można odczytać:
1. Moc zamówiona przez odbiorców wg stanu na 01-01-2005 wynosi 293,263 MW,
a szczytowa wartość mocy wg wykresu wynosi 230 MW.
W tekście opracowania stwierdzono: nadwyżka mocy zainstalowanej wynosi 8,3%.
Sprawdzamy: (319,8-293,263):293,263x100=9%, stwierdzamy: obliczenie wykonano
z dokładnością 8%.
Wniosek: odbiorcy zamawiają moc wyższą o 63 MW od rzeczywistego
zapotrzebowania, albo RadPEC inkasuje opłaty za zawyżoną o 27% moc zamówioną.
2. Wg wykresu na przestrzeni roku kalendarzowego przez 8 dni wykorzystywany
jest kocioł nr 8, pozostałe kotły nr 9, 10 i 11, zainstalowane w kotłowni
Północ, stanowią zimną rezerwę /nie pracują/.
Wniosek: w proponowanym modelu organizacyjnym autorzy dowiedli, że niecelowy
był zakup EC.
3. W modelu zrezygnowano z wykorzystania kotła WP-140 MW. Uznano, że decyzja
o wyrejestrowaniu tego kotła jest słuszna.
Wniosek: z wykresu wynika, że kocioł WP-140 mógłby być wykorzystywany przez
4,5 miesiąca, trwającego przez 6,5 miesiąca sezonu grzewczego, ale twórcy
modelu nie zaprzątali sobie tym głowy.

Poobserwujmy komin kotłowni Północ, dymi nieustannie. Model trafił na półkę a
RadPEC wykorzystuje kotły według własnego uznania.
Jeśli prezydent J. NITA nie pokaże na stronie Radomia „Studium opłacalności
zakupu EC”, będzie istniało duże prawdopodobieństwo, że współodpowiedzialni:
prezydent, rada nadzorcza RadPEC i zarząd RadPEC wydali gminne pieniądze na
KILKA KOTÓW W WORKU i wymanewrowali radę miejską.






Temat: Lewak Prawdziwy - Studium w Szkarłacie
Lewak Prawdziwy - Studium w Szkarłacie
Poniższy wywód nie rości sobie pretensji do bycia w jakimkolwiek stopniu
kompletnym, usystematyzowanym wykładem na temat lewactwa. To tylko wprawka,
szkic, zbiór przemyśleń zaledwie. Zastosowanie w praktyce na wyłączne ryzyko
czytającego.

ZAPACH

Wokół lewaka unosi się zawsze delikatna (lewak ma zazwyczaj zadziwiająco dużo
pieniędzy na najlepsze, maskujące wody kolońskie), mdląca woń kadzidlanego
fanatyzmu. To zabawne, ale pod tym względem przywołuje on natychmiast
kreowane przez siebie wizje katolickiego oszołoma, państwa wyznaniowego, raju
stosów czy klechy-dewianta. Widać, na złodzieju czapka gore. No i dymu się
pod nią już upchnąć nie da.

Najbardziej przykry zapach wydziela jednak prawdziwy, dojrzały lewak dopiero
po przyciśnięciu do muru. To nie tylko syndrom strachliwego zwieracza.
Prawdziwy lewak po prostu głęboko, nieodwołalnie wierzy w to, że skoro
wstążki DNA na tych rysunkach kręcą się w lewo, a Ziemia obraca się na
wschód, to on miał, ma i zawsze będzie miał rację. A termin „kompromis”
zapamiętał tylko w jednej zbitce słownej – z przymiotnikiem „zgniły”.
Doprowadza go to bardzo często do sytuacji, w której nie pozostaje mu już nic
innego, jak tylko wydzielać.

O LEWACKIEJ SZKOLE DYSKUSJI

Lewak tkwi w szczegółach. Jest przez nie praktycznie unieruchomiony.
Przyszpilony jak ćma pod szkłem w gablocie. Dlatego się ich panicznie boi i
starannie unika. Dla lewaka ukochanym narzędziem dyskursu jest slogan, a
decydującym (wyprowadzanym zawsze z lewej) polemicznym ciosem - uderzenie
dialektycznym bejsbolem.

Lewak pytanie rzuci, a następnie, ignorując bełkot wywabionego tym sposobem z
ukrycia oszołoma, sam na nie właściwej odpowiedzi udziela. Prawicowy
odmieniec jest mu potrzebny jedynie do tego, aby go w stalowe szczypce
genialnego pytania i bezlitosnej odpowiedzi uchwycić, z resztek wiary w
ludzki rozsądek obedrzeć, i tak zlewicowanego na miejsce odstawić.

Lewak jest o niebo mądrzejszy od Lewisa Carrolla, bo dla lewaka kot składa
się wyłącznie z ogona. Nie musi się więc zastanawiać, jak go odwracać.

Sherl
cdn





Temat: Test na inteligencję 7 (ogólny, 65 pytań)
Test na inteligencję 7 (ogólny, 65 pytań)
idiotyczny test i jeszcze bardziej idiotyczne odpowiedzi...
40% testu ma przynajmniej 2 rozwiazania... wiec kiedy wybieram inne mam
mniejszy iloraz??;) tak wynika...
np: pyt 2 jak dla mnie ozon jako jedyny jest gazem... jako jedyny nie jest
zwiazkiem, jako jedyny jak juz ktos wczesniej pisal ma mniej liter, nie konczy
sie samogloska.
pyt 3... jak dla mnie kiwi nie powinno tu pasowac bo jest jedyna nazwa ktora
okresla zwierze i owoc (rosline) wiec tlumaczenie ze kaweon nie pasuje bo to
roslina to bzdura... chociaz jak dla mnie skrzyplocz nie pasuje... nie jestem
zoologiem ale jakos tak mi nie podchodzi;))
pyt5: Europa to kontynent na ziemii mimo tego ze ma swoj odpowiednik w postaci
ksiezyca... jednakze tylko pozostale sa nazwami cial nieieskich...
(jednoznacznie sie kojarzacymi)
pyt8:owoc jest rowniez cecha urodzaju... sa owoce - musial byc urodzaj
pojemnosc silnika nie jest zadna cecha auta, co z samochodami gdzie silniki np
przy kupnie sa do wyboru w opcjach... albo np jezeli silnik byl wymieniany??
pyt9tez idiotyczne wytlumaczenie... a ktore z powyzszych nie jest czescia
skladowa??? ja obstaje przy ukladzie slonecznym do gwiazdozbioru... poniewaz
moim zdaniem tak samo zawiera w sonie inne uklady gwiazd jak uklad sloneczny
inne planety (kot z jego tel kom ma sie nijak do planet;)) - oczywiscie zart;))
pyt14: probowal ktos to rozwiazac z proporcji podajac przyblizony wynik?? otoz
pytania sa zle sformulowane
pyt25: no tak wg objasnienia - na pozostalych brakuje fragmentu kwadratu... za
to na rys b) sa wszystkie;)
pyt39: nie wiem o co chodzi.. bo wydaje mi sie ze w rysunku c) mozna naliczyc
wiecej przekatnych... czyli w kwadracie tez;)) zaleznie z ktorego punktu sa
prowadzone (kwadrat - z ktorego kata czyli 4 katy=4 przekatne;)))
pyt45: jak dla mnie nie pasujace jest cieplo wlasciwe (cal/g*'C)... pozostale
masa (g), temp ('C), gestosc (kg/l) - daja sie wyznaczyc np w domowych warunkach

ok to chyba tyle jak na pierwsze czytanie;)
pozdrawiam




Temat: Lipiński-poseł
Po dzisiejszym 'Teraz My' po prostu rece mi opadly. Niby wiedzialem, ze takie praktyki sa, niby nic nowego, ze sie kupczy stanowiskami, male dzieci w piaskownicy o tym wiedza. Ale nadal do mnie to nie dociera! Zlapali kogos za reke...i co?

Lipinski nazywany jest trzecim Kaczynskim, zastanawiam sie jak zareaguje Wielki Prezes. Czy rzuci czarna owce wilkom na pozarcie czy bedzie bronil swojego 'brata'?

W ogole jak mozna z takiego czegos wybrnac? Zobacze pewnie jutro. Spektakl klamstwa i odwracania kota ogonem.

Boje sie IV RP, tak samo jak boje sie odnowy politycznej w wykonaniu PiS i prawie wszystkiego co reklamuje swoim szydlem prawa i sprawiedliwosci. Boje sie tych populistycznych pomyslow, ktore doprowadzic moga tylko do tego, ze wyprzedzi nas Bulgaria i Rumunia, i naprawde bedziemy zasciankiem Europy.

Dlaczego jadac zagranice musze sie wsytdzic?

Prezydenta, ktory ma sraczke przed wazniejszym spotkaniem i wykloca sie z jakims niemieckim szmatlawcem o rysunek kartofla. Prezydenta, ktory nawet po polsku mowi zle, nie wspominajac o egzotyczniejszych jezykach, np obcych.

Wicepremiera-Populiste, ktory potrafi obiecac jeszcze wiecej niz poprzedni premier i obecny razem wzieci.

Wicepremiera-Ksenofoba-Nacjonaliste, ktory INNYCH INNOSCI boi sie jak diabel swieconej wody, ktory chcialby wszystkim zagladac pod pierzyne w imie budowy panstwa fundamentalistycznie katolickiego radiomaryjno skretnego.

O Prezesie-Premierze nie wspomne, bo jak sobie pomysle o wielki-MALYM-czlowieczku to sam nad soba nie panuje.

Ludzie z innych krajow, ktorzy troche sprawami europejskimi sie interesuja, albo sie z nas smieja, albo niedowierzaja! Coz moglem powiedziec w takich sytuacjach, ze mamy demokracje, ze ludzie tak wybrali.

A ze wedlug mnie glupio i glupich wybrali...coz...przyjdzie im za to zaplacic. Mnie stac na 4 lata rzadow glupich i nastepne 4 lata rzadow glupszych. To ich nie bedzie stac! Tych, ktorzy polakomili sie na hasla. Mozna oszukiwac czesc ludzi caly czas, albo wszystkich ludzi przez pewnie czas, ale nie da sie oszukiwac wszystkich przez caly czas! W tym moja nadzieja, ze nasza mloda demokracja zmadrzeje i pewnego pieknego, slonecznego dnia (jak np ten) stwierdzi: nie ma nic za darmo, trzeba sie nazapierdalac.

Tyle moich wypocin. Musialo to kiedys wylezc ze mnie:)




Temat: wystawa o kotach w Muzeum Literatury_Warszawa
wystawa o kotach w Muzeum Literatury_Warszawa
Przeglądając Rzeczpospolitą.... :))

Miauczenie srebrem, a mruczenie złotem

W tym miejscu podobnej ekspozycji nie było. Zamiast solennych monografii -
lekkie wiersze, zabawne cytaty, dowcipne bon moty. Ku czci Mruczysława i jego
krewniaków
Kot Weroniki Naszarkowskiej-Multanowskiej i jego partnerzy w zabawie
MUZEUM LITERATURY
Wiosna to czas kocich zalotów, ale pokaz "Antologia kota" w warszawskim
Muzeum Literatury dotyczy ponadczasowej miłości zwierzaka i człowieka. Jej
świadectwem są rozmaite teksty, rysunki, zdjęcia. A także kukły i film
animowany.

Merytorycznym opracowaniem zajęła się Maria Dorota Pieńkowska, plastyczną
stroną - Weronika Naszarkowska-Multanowska. Druga z wymienionych, malarka i
autorka scenografii, wykonała cykl pasteli z kotami w roli głównej. Ona też
wprowadziła baśniowo-surrealistyczne elementy.

W jednym zakątku oglądamy kota w... łóżku. Ponadnaturalnej wielkości,
dorównującego rozmiarami człowiekowi. Obok - nocna szafka z niezbędnikami,
wśród których nie zabrakło myszek harcujących w szufladzie, waleriany oraz
pisemka "Kocie sprawy". Następna salka - to kocia spiżarnia z dietetycznym
daniem w postaci myszy kościelnej. W innym pomieszczeniu kotu postawiono
pomnik. Ulepiły go z papier maché dzieci z Fundacji Atelier, a następnie
pokryły rzeźbę fantastycznymi kolorami.

Co do samej koncepcji wystawy - wcale nie jest absurdalna. Przecież kot
zajmuje w literaturze poczesne miejsce, poświęcono mu liczne utwory,
począwszy od bajek po powieści. A nauka pisania zaczyna się od Ali i jej
pupila.

W Muzeum Literatury także uszanowano elementarz - ten z tekstem Mariana
Falskiego, na którym wychowały się pokolenia. Egzemplarz z 1937 roku
sąsiaduje w gablocie z klasyką dziecięcą, m.in. z "Pimpusiem Sadełko" Marii
Konopnickiej i fingowanym pamiętnikiem, którego autor nosił wdzięczne imię
Mruczysław. Jego poglądy na życie spisał E.T.A. Hoffman w 1820 roku.

Bodaj jeszcze większą sławą cieszy się anonimowy bohater piosenki "Wlazł
kotek na płotek".

Improwizacje Włodzimierza Syrokomli na motywach tej popularnej śpiewki
wprowadzają w krąg prawdziwej poezji. Znalazły się tu najstarsze
polskojęzyczne strofy poświęcone mruczkom pióra Jana Kochanowskiego i Szymona
Szymonowica.

Lista wielkich pisarzy-kociarzy jest długa i międzynarodowa, od Thomasa S.
Eliota i Charles'a Baudelaire'a do Ernesta Hemingwayai Josifa Brodskiego.
Słynni ludzie pióra chętnie pozowali z podopiecznymi do zdjęć, czego dowody
znajdujemy w "Antologii...". Witold Gombrowicz, Wisława Szymborska, Ryszard
Krynicki, Zbigniew Herbert - wszyscy wyglądają na uzależnionych od kota.

Przez arcydzieła literatury przewijały się mruczki prawdziwe i wyimaginowane.
Niektóre zyskały nieśmiertelność, jak stworzony przez Lewisa Carrolla
znikający kot z Cheshire, po którym zostaje tylko uśmiech, czy Behemot, czyli
kot na diabelskiej służbie, wymyślony przez Michaiła Bułhakowa.

Wystawa przypomina też historię kota. Chyba każdy wie, że udomowiono go w
Egipcie przed tysiącami lat. Tam też powstał kult czworonoga identyfikowanego
z Bastet - boginią miłości i tańca. W muzeum jej figurka przyciąga wzrok,
przedstawiona pod szklaną piramidą. Brązowa kotka liczy prawie dwa i pół
tysiąca lat, lecz choć leciwa, wciąż zachwyca wdziękiem i urodą.

Od starożytności kocie rasy i charaktery uległy komplikacjom. Próbę ich
usystematyzowania podjął T. S. Eliot w utworze "Koty". W tym poemacie
dochodzi do wniosku, że "Kot, choć - formalnie biorąc - zwierz/ To w gruncie
rzeczy nasz kolega/ I od nas wiele nie odbiega".

MONIKA MAŁKOWSKA
Muzeum Literatury w Warszawie, wystawa czynna do 7 września




Temat: Puk, puk, jest tu kto?
Wyglada na to, ze coraz wiecej nas lczy;))) Mysle o czulosci dla zwierzakow.
Jak niektorzy wiedza jestem aktualnie urzedasem samorzadowym. Otoz kilka lat
temu przyszedl - po raz pierwszy - bo od tej pory wielokrotnie, pewien starszy
pan. Taki z innej epoki i innego swiata. Malutki, delikatny, ale dzielny.
Milosnik zwierzat, w szczegolnosci - kotow i zab. Dlaczego wlasnie kotow i zab?
Ano dlatego, ze sa zagrozone przez troglodytow wspolczesnych, z piekla rodem.
Pan karmi kociaki w swoin osiedlu, narazajac sie na wszelkie przykrosci
rozsierdzonych mieszczuchow, ktorym przeszakda wszystko, zwlaszcza widok kotkow
ogrodkach, w klatach schodowych.
Pan - wtedy jeszcze zawowodo czynny, marynarz na promach kursujacyh ze
Swinoujscia do Ystadt - dokarmial koty portowe, Umowil sie z kucharzem na
zlewki i kazdego ranka, kiedy prom przybijal do kei - on stal na burcie obok
banki ze zlewkami, a na nabrzezu siedzialy jak egipskie posazki - koty,
kociaki, kocurki. Towarzystwo to wiedzialo, ze za chwile bedzie uczta.
Pan plywal jednak w rytmie 2 tygodnie na 2 tygodnie. W czasie 2
tygodni "ladowych" kotki dokarmial oplacony przez niego marynarz... Ale zima,
kiedy nastawaly silne mrozy, albo paskudne szarugi, bywalo, ze Pan wsiadal do
pociagu i po kilku godzinach byl juz w Swinoujsciu, zeby zaoptrzyc swoich
podopiecznych. Nie byl pewien marynarza i jak pomysal, ze kociaki sa glodne,
zziebniete, to serce mu z zalu pekalo.
Kiedy mi to opowiedzial, no to sie normalnie poplakalam. A on jal mnie
pocieszac i stwierdzil, ze pierwszy raz w zyciu widzi urzednika, ktory placze.
Ha, a le nie o kotach przeszedl wtedy opowiadac, tylko o zabkach. Byl to, jak
dzis - maj. Zabie gody. Zabki swoimi tradycyjnymi od tysiecy lat szlakami,
podazaja do miejsc godowych - nie baczac na przeszkody. A tymi straszliwymi
przeszkodami sa oczywiscie - szosy i samochody na nich. Hekatomba zab - to jest
wlasciwe slowo dla tragedii, ktora rozgrywa sie o tej porze na wielu szosach.
Pan przybyl, zeby alarmowac w tej sprawie, by apelowac do mlodziezy o pomoc - o
przenoszenie zabich zalotnikow przez sosze do pobliskiego stawu. Przyszedl tez
by wnioskowac o budowe specjalnych przepustow pod drogami dla zabek.
Pocziwy, stary pan. Fantasta, idealista, marzyciel - skazany jak jego ukochane
zabki - na poniewierke bezdusznych tepych ludzi, ktorych smieszy jego postawa,
jego krzyk.
Pan zapadl mi w serce. I nie jest juz osamotniony.
Troszke sie przyczynilam do tego - byl kiedys w programie telewizyjnym, by o
kocim i zabim dramacie opowiedziec przy okazji jakiegos festynu w lecznicy
zwierzat. Zachecilam go, by startowal w wyborach rad dzielnic i wyobrazcie
sobie zostal radnymi. I to jak waznym. O jego glos dobijaja sie dwie opozycyjne
frakcje. Juz nie jest smiesznym panem niczym z rysunkow Peynet'a (panietasz
Stefan te rysunki...)
Pan wywalczyl rowniez zachowanie stawu i urzadzenie wokol niego osiedlowego
zakatka. W stawie mnoza sie zaby, przyleciala tez rodzina kaczek. Wandale
ustapili miejsca milym ludziom.




Temat: SIERPIEŃ 2004
To znowu ja
Witam ponownie. Moja Mama postanowiła wykorzystać pogodę i wzięła Kamilkę na
spacerek (ciepło ją ubrałyśny, a wg mojej mamy - biologa z zawodu i
zamiłowania, w tej temperaturze wirusów nie ma, więc pojechały...).Dzięki temu
miałam trtochę czasu, żeby poczytać Wasze ostatnie posty (a jest tego niemało i
oderwać się nie da).Zaczynając więc od początku (w celach wpisu na listę i nie
tylko):
Nazywam się Alicja, l.29 skończone niedawno, mieszkam w Katowicach, choć
pochodzę i pracuję w Chorzowie, który jest mi bliższy. Nasza córka - Kamilka
urodziła się 27 sierpnia 2004, 3380g i 59cm. Obecnie ok. 70 cm. (pielęgniarka
niestety nie chce jej zmierzyć, bo ich interesuje tylko waga, obw. głowy i kl.
piersiowej) i waży ok. 6kg (to dopiero drobinka).
Jest jednak baaardzo żywa i wesoła.Praktycznie rusza się cały czas (nawet przy
karmieniu piersią trzyma się za stopę i raz prostuje, raz zgina nogę. Nie wiem,
czy to wpływ kawy, którą piję czy taka po prostu jest. Uwielbia piszczeć, i
to tak, że bębenki siadają.Bardzo chce siedzieć, podciąga się, ale jeszcze nie
trzyma równowagi. Ogólnie - baaardzo radosne dziecko, które uwielbia lekarzy
(była już przebadana na wszystkie możliwe chyba sposoby, bo w wieku 3 tyg.
strasznie ją obsypało i okazało się, że jest alergikiem, dzięki czemu jestem od
pół roku na ścisłej diecie schudłam już ok 6kg. poniżej wagi sprzed ciąży i
chudnę nadal. Na razie się cieszę, bo zawsze należałam do tych bardziej
puszystych. Mam nadzieję w końcu stać się wymarzoną 'laską' Poza tym
interesuję się wszystkim, co dotyczy dzieci (z racji profesji i nie tylko.
Jestem po pedagogice Wczesnoszkolnej i studiach filologicznych, a na codzień
łączę te pasje ucząc małe dzieci języka angielskiego metodą Helen Doron, co
sprawia mi niesamowitą frajdę.Tyle na razie o mnie.
Wybaczcie, że się tak rozpisałam, ale nie wiem kiedy nast. razem będzie mi dane.

Mamakura - Wasza data ślubu to urodziny mojej córeczki. Będziemy o Was
pamiętać. Poza tym - co sądzisz o "Gnoju" Kuczoka. Ja jej jeszcze nie czytałam,
ale dużo słyszałam. Kuczoka uczyła moja mama biologii.Ponoć większość rodzinki
jest oburzona
Jakiego typu są Twoje rysunki. Ja mam w planach napisanie książeczki dla dzieci
(podręcznika z j.ang. dla 4-latków).Może pomożesz zilustrować?

Biealka - lilypie.com - super sprawa
Ja też mam kotkę - ma 3,5 roku i jest strasznie zwariowana. Kamilka zaczyna sie
nią interesować. Patrzy za nią, nawołuje, ale kot ją na razie 'olewa'. Jedynie
lubi spać w jej wózku.
Acha, nie bój się neurologa. Moja mała była w zeszłym tygodniu (w związku z
asymetrią źrenic). Lekarka tylko sprawdzała czy jest symetryczna, wszystkie
odruchy i tyle, więc jeśli twoje dzieciątko rozwija się dobrze, to nie ma obaw -
będzie dobrze. Trzymam kciuki.

Aneta29 -amilka miała robiona USG głowy przez ciemiączko. Lekarka zaleciła, bo
mała ma asymetrię źrenic.Nie sądzę, żeby szkodziło.

eluszka77 - kiedy robisz ten test krwi?Napisz coś więcej.

Też mogę udostępnić "Język niemowląt" Tracy Hogg, tylko podajcie maila. Polecam
wszystkim (jakby co, to piszcie: happymama@gazeta.pl)

No, to chyba na razie wszystko.Lecę teraz do sklepu (czy używacie płyn do
płukania ubrań? Chciałabym kupić, ale nie chcę, żeby zaszkodził dziecku).
Wielka Buźka.Pa




Temat: Kwiecien 2004, cd. 2 :)
czesc!
serdeczne zyczenia dla Michałka!

Malilka - bardzo dziekuje za dlugasna prezentacje. ja sie na zaklinaczke nie
nadaje ((( widzialam juz kiedys program o niej i troche mnie przerazil, choc
niby wszystko do siebie pasuje. jak dla mnie zbyt przedmiotowo traktuje
dziecko. ja momowolnie wpisuje sie w ten model jedynie w dzien. Michaszek nie
spi w dzien nigdy w sumie 2h15min. natomiast w nocy budzi sie jeszcze 2, i
zasypia - o zgrozo! - przy piersi. pewno moglabym to zwalczyc, ale jestem zbyt
zmeczona i nie mam sily zmagac sie po kilkadziesiat minut z odkladaniem
Malucha. zreszta na razie nie narzekam.
w ogole zamierzam Michaszka karmic tak mniej wiecej przez rok, a max to do
maja. potem mam wakacje i wtedy bedziemy sie rozprawiac ze wszystkimi zlymi
(???) nawykami ))
dzis po kapieli Malutki nie mogl w ogole zasnac - odmowil piersi, rozplakal sie
i musial byc utulony i ponoszony. dopiero karuzelka go znudzila. wczoraj bylo
podobnie. nie wiem, czemu tak sie dzieje. zobaczymy jutro.
nasze zajadanie wyglada tak - 5.30-6, 9 (tylko ciamkanie), 12(deserek), 14.30,
17 (zupka), 19.30. no i w nocy je raz porzadnie (ok.polnocy), a raz ciamka.
konsekwentnie odmawia picia. moze kupic inny niekapek albo butelke? ale ja sie
odczuwam dziwne leki przed butelka.
co do klockow to fishery sa dla Malucha takie sobie, natomiast najfajniejsze sa
zwykle gumowe klocki z roznymi, jednokolorowymi rysunkami na sciankach. mozna
je zajadac i mozna z nich dmuchac. mozna tez burzyc wieze, ktore zbuduje mama.
sa najboskrze i maly, gdy tylko je widzi, piszczy z radosci. a w ogole to
najwazniejszy w naszym domu stal sie kot Klopot vel Kici Miau. kilka razy
nakrylam juz Michala trzymajacego jego ogon lub lapke w bardzo bliskim i mocnym
uscisku ))
w srode idziemy do lekarza i wtedy sie okaze, ile ten moj szkrabek wazy.
obstawiam okolice 11 kg. a w nawiazaniu do watpliwosci Ewy, anemia u takich
malcow jest niewidoczna (bladosc, brak wigoru itp.), czasami bywa, ze bardzo
zywotne dzieciaczki maja kiepska morfologie. a zapasy zelaza sie wlasnie ok. 6
mieisac wyczerpuja. lepiej wiec chuchac na zimne.
dzis przed spacerem Michal rozwrzeszczal sie (nie moge tego inaczej nazwac) i
uspokoil sie dopiero po jakis 200m jazdy. takiego krzyczacego musialam ubrac i
zniesc z 3 pietra do wozkarni (9 schodow w dol), wyjac wozek, wciagnac go (9
schodow w gore) i dopelnic stroju Malucha kurtka, rekawiczkami. wlasnie wtedy
umarlam po raz pierwszy - juz na starcie bylam zmeczona. a pogoda dzis raczej
niespacerowa byla. potem powrot do domu, akcje z wozkiem i wniesieniem Malucha,
karmienie i do pracy.
teraz padam na nos, ale jeszcze mam tyle do zrobienia. ostatnio ledwo sie
wyrabiam. chodze spac po 1, wstaje przed 7. czekam na jakis wolny weekend, a to
dopiero w grudniu (tyle mam zaocznych). oj, nie narzekam, pomyslcie jednak jak



Temat: 3.2.1.0 - Start {matematyka}
facet123 napisał:
| robakks napisał:
|| facet123 napisał:

||| Taki podział można wykonac na nieskończenie wiele sposobów.
||| Jednym z nich jest podział przez punkty odpowiadające naturalnym
||| wartością funkcji Robakksa.
||| Długości kolejnych odcinków są wtedy coraz mniejsze (1/2, 1/6, 1/12,
||| 1/20, 1/30 ...) i sumują się do 1.

|| Bardzo dobry przykład. :-)
|| Jeśli z tego nieskończonego zbioru odcinków zabierzemy jeden nieskrajny
|| - to odcinek straci ciągłość a łączna długość pozostałych odcinków
|| będzie mniejsza od jedności.

| Zgadza się. Każdy odcinek w otrzymanym zbiorze ma długość niezerową, więc
| usunięcie dowolnego spowoduje zmniejszenie dugości sumy tych odcinków.

Zmniejszenie ilości odcinków spowoduje zmniejszenie łącznej długości?
Tak?

| (O co chodzi z tym nieskrajnym?)

Chodzi o usunięcie nieskończonej ilości odcinków parzystych.
Zobacz Pan rysunek Skala Robakksa.jpg (25,7 KB)
groups.google.pl/group/alt-pl-prawdy/browse_frm/thread/794a0bdb97ba5458/?hl=pl#

|| Ale JA doskonale rozumiem pańskie racje które faktycznie są racjami
|| milionów poprzedników którzy od starożytności parali się geometrią.
|| To są racje BRAKOWYMIAROWE.

| Może Pan je nazywać jak Pan chce. Pisałem już, że aksjomatyka
| już dawno została "uwolniona" i jak się Panu podoba to można tworzyć
| własne systemy aksjologiczne.
| Problem jest taki, że nawet prosty zbiór prawd podstawowch może
| prowadzić do absurdów (sprzeczności). Klasyczna geometria nie prowadzi
| do żadnych absurdów dlatego nie widzę powodów żeby ją krytykować.
| Natomiast Pana podejście (kwantyzacja geometrii) nie jest ściśle
| wyrażone, ale z pewnością trudno byłoby je tak wyrazić aby nie było
| w nim sprzeczności.

|| Przecież Drogi Panie:
|| Jeśli podzielimy odcinek na nieskończoną ilość nieskończenie krótkich
|| odcinków to zawsze łączna suma tych elementarnych odcinków będzie miała
|| długość odcinka dzielonego.

| Zgadza się. Tylko, że trudno powiedzieć co znaczy "nieskończenie krótki".

Nieskończenie krótki to proporcja jednego pola Tabeli N^2
do wszystkich pól jednego wiersza. 1/Re1 jest nieskończenie krótkie.

|| Ten podział dokonuje się w mózgu a nie w rzeczywistości a odcinek
|| nawet o tym nie wie, że ktoś szatkuje go na continuum punktów
|| i nadaje im boską MOC Alefa Zerowego. :-)

| Cała matematyka i geometria odbywają się w mózgu.

Dokładnie: kot ma cztery łapy, Ziemia ma dwa bieguny
a mój pokój ma cztery kąty i piec piąty.
~>°<~
Edward Robak*
Uwaga: kopia na free-pl-prawdy




Temat: Trudne dziecko - ratunku...............
Twój list usiłuje odwrócić kota ogonem i uznaje prawa dzieci nadpobudliwych ( z
ADHD) do dezorganizacji pracy na lekcjach i zagrożenia na przerwach. Zarzucasz
mi brak konkretów - oto one ( osobiście wątpię, byś chciała, aby Twoje dziecko
chodziło do klasy z takim kolegą).
Język polski - uczeń przez kilkanaście minut stuka metalowym długopisem w
metalowe części krzesła. Z różnym natężeniem - czasem robi to tak głośno, że
zagłusza nauczycielkę. Ta zwraca mu kilkakrotnie uwagę, bezskutecznie. Klasa
jest już rozproszona, uczniowie sami także zaczynają stukać. Nauczycielka prosi
chłopca o przyniesienie kredy ( podobno ruch, zmiana pozycji dobrze mu zrobi).
Uczeń znika , wraca z kredą i na tablicy rysuje obsceniczny, ordynarny rysunek
robiąc przy tym kretyńskie miny. Klasa pokłada się ze śmiechu. Mija kolejny
kwadrans na uspokojenie. Dzieci milkną, winowajca także, ale na 3-5 minut, bo
po tym czasie zaczyna chodzić po klasie i śpiewać. Tak mija 45 minut. Temat
lekcji nie zrealizowany - do domu zadano 5 ćwiczeń.
Matematyka. Nauczycielka w ciąży. Już widocznej. Chłopiec wpada do klasy i
umyślnie potrąca ją w brzuch. Na szczęście lekko. Zamieszanie trwa z 10 minut,
bo nauczycielka zarządza kartkówkę. Uczeń odmawia jej pisania, po czym wydaje
głosy, o których sam mówi, że są "z sali porodowej". Klasa tarza się ze
smiechu, nauczycielka zdenerwowana dyktuje zadania. 3 minuty ciszy, część klasy
się uspokoiła i pisze, ADHD-owiec nagle udaje, że będzie wymiotował. Wydaje
stosowne odgosy i wypluwa papier. Część klasy usiłuje się skupić, nauczycielka
wyprowadza chłopca z klasy, sama jest u kresu wytrzymałości. Jedni ściągają,
inni coś piszą. Za 5 minut wraca winowajca- i wypina się na klasę. Uczniowie
wyja ze smiechu. O uspokojeniu ich nie ma mowy. Temat nie przerobiony. Do domu
10 zadań.
WF. W chłopca wstępuje diabeł juz w szatni. Krzyczy, pluje i pierwszy wpada na
salę gimnastyczną, za nim nauczyciel przerażony, że cos mu się stanie lub zrobi
innym krzywdę. I nie bezpodstawnie bo rzuca w kolegów piłkami, które w 5 sekund
przyniósł z magazynku. O przeprowadzeniu lekcji nie ma mowy, biega, szarpie
innych ( i nauczyciela), przeklina, robi ordynarne gesty.
Przerwa. Dyżurny nauczyciel znajduje u niego nóż - harcerska finkę. ADHD-owiec
nie chce jej oddać.
Angielski - nogi na stole, kanapka na kolanach ( i częściowo plecach sąsiada),
głośne mlaskanie. Nauczycielka wyprasza go z klasy i usiłuje prowadzić lekcje.
Winowajca co 20 sekund zagląda do sali. Efekt - jak w pozostałych przypadkach-
8 ćwiczeń do domu.
Przyroda. Pani usiłuje pokazać coś na mapie, ale mapa jest nie tylko pomocą
naukową, ale i zabawka. Starsza nauczycielka podnosi głos, uczeń wyjmuje
latarke i świeci jej w oczy ( wcześniej robił to kolegom). Latarka ma czerwone
światło i może byc laserem. Nauczycielka usiłuje mu ja odebrać, zajmuje to ok.
10 minut. Na szczęście to nie laser. Do zeszytów dyktowany jest temat i praca
domowa. Materiału na lekcji nikt nie przerobił.
W domu trzeba przerobić to czego nie zrobiło się w szkole, tracić czas,
angażować ( często) rodziców.
Nauczyciele dostaja białej goraczki, przestaje im się chcieć przygotowywać do
zajęć, bo po co? I tak nie mają szans na przekazanie wiedzy. Muszą ją jednak
egzekwowac więc robią sprawdziany. Kto umie się skupic jakoś je pisze, kto nie
dostaje pałę, mimo, że umiał i musi ja poprawiać po lekcjach ( nauczyciele to
wiedzą i są wyrozumiali).
Zatem pytam - jakim prawem jedna nieprzystosowana jednostka dezorganizuje zycie
kilkudziesięciu innym ( uczniom i nauczycielom)?
Jeśli ktos ma wadę wzroku nie może być pilotem śmigłowców, jeśli jest chory
psychicznie ( a ADHD jest choroba psychiczną) niech uczy się w szkole
specjalnej - zwłaszcza, gdy dotyczy to tak dużej grupy społecznej.
P.S. Nie mam nic przeciwko niepełnosprawnym - sama chodziłam do szkoły z takim
chłopcem. Uważam, że integracja uczy tolerancji, ale sa granice. Granice
ludzkiej wytrzymałości!



Temat: Firanki dlugie czy krotkie?
Gość portalu: RPO napisał(a):
> SDI może mieć 10 numerów i więcej nasz ma ponoć 10.

ktory zreszta na stronach gazety sie nie wyswietla...i nie ma nic wspolnego z
serwerem w twojej pracowni....

> Komputer do projektowania jest tyle przydatny co elektroniczny samograj dla
> skrzypka.
wiesz co? dyskusja z toba to sama przyjemnosc. wymieniony wczesniej przez
ciebie stol kuchenny jest rownie przydatny projektantowi co skrzypkowi....Nie
wazne kto jak pracuje, ale jakie sa tego wyniki! Kazdy z czasem wypracowywuje
sobie jakas technike pracy, ktora dla niego jest najlepsza. Kiepskiego
architekta ogranicza tak samo komputer co kartka w kratke. Skomentowalem akurat
renderingi bo byly kiepskie, tak samo zareagowalbym na kazdy innej techniki
rysunek.

> Polecam książkę ruch nowoczesny w architekturze Charlesa Jencksa, przytocze
> mały fragment " .....styl międzynarodowy- zatriumfował w latch 50 tych na
całym swiecie. W rzeczywistosci to, co znane jest powszechnie jako"
architektura
> nowoczesna", zaakceptowane przez wiekszość rządów i czołowych
miedzynarodowych
> kooperacji biznesu zostało niemal całkowicie pozbawione społecznego idealizmu.
> albo "....Podobnie jak liberałowie chcieli zmienić społeczeństwo dzięki
> urabianiu opinii publicznej i podobnie jak faszysci uznawali, że środki
> kontroli przychodzą z góry, od państw."
> Nie mniej odkrywa Reynie Banham w książce "Rewolucja w architekturze".
> Komputery, programy zastepujące talent architekta mają służyć do tworzenia
> wyłącznie słusznej architektury z gotowych elewacji produkowanych przez
czołowe
>
> kooperacje biznesu. Niestety architektura, w której talent architekta jest
> wymagany w minimalnym stopniu, przestaje być akceptowana przez społeczności
> lokalne.Wraszawa miast powstałe na gruzach uznaane jest za najbrzydszą
stolice
> w Europie. Inwazja mega produktu nie jest tak natarczywa we Włoszech, czy
> Hiszpani, ze względu na głębokie korzenie kulturowe. Gorzej jest w dawnych
> demoludach, na jałowej glebie najszybciej chwasty rosną.Współczesnej
> architektura jest zupełnie wyalienowana ze wspólczesnej kultury, bo zapewne
> koporacje biznesu międzynarodowego swój podbój ekonomiczny nie planowały dla
> rozwoju gospodarczego a jedynie dla pomnażania zysków.

To jest jakis belkot, odwracanie kota ogonem. Do kogo ta pretensja.
Nikt tu nie twierdzi ze wszystkie przyklady modernizmu, czy tez postmodernizmu
sa udane. Jest mnostwo pozytywnych przykladow. Negujesz, szufladkujesz,
doszukujesz sie miedzynarodowego spisku. W zamian sugerujesz ze kazdy normalny
czlowiek chce mieszkac w dworku. Tylko ze twoje domy nie maja nic wspolnego z
dworkiem, ani polskim, ani zadnym innym. Nie zauwazylas ze swiat, a tym samym
ludzie przez ostatnie pare wiekow troche sie zmienili.

pozdrawiam
runciter
ps.prosze, chociaz raz odpowiedz na temat!



Temat: Zapomniane książki dla dzieci
do Kawki i innych mistrzów
Jeśli chodzi o rozkładane książki to były, o ile mnie pamięć nie myli, dwa
rodzaje - klasyka i disney'owskie. Miałam tego całe mnóstwo - Czewony Kapturek,
Jaś i Małgosia, Pinokio wg Disneya, Kot w butach i bajka, która sie chyba
nazywała "Braciszek i siostrzyczka" (według braci Grimm chyba, bo straszne)
itd. Niektóre z tych książek miały jakieś ruchome fragmenty np. w Jasiu i
Małgosi zamykała sie klatka. Te disneyowskie chyba sie nie ruszały.
Teraz będą moje wątpliwości chociaż na większość juz uzyskałam odpowiedź .
"Marcin spod Dzikiej Jabłoni"- 2 tomy. Baśnie chyba anglosaskie ubrane w
szkatułkę basni o wyborze męża lub żony.
"Bez rodziny" ??? czasy historyczne. Auitor Malone?, Malot?, w każdym razie
jakiś Francuz. Książka dość gruba, okładka czerwona,twarda, rysunki w tekscie
czarno-białe, "Gabrysiopodobne" chyba. Historia chłopca wychowanego w cyrku?,
trupie teatralnej?, ktory spotyka innego chłopca kalekę?, w tle jakieś psy
pudle?.
"Druga Nina" - dostałam ją od kogoś zaczytana okrutnie. Wydanie rzecz jasna
przedwojenne. Podobno były tego cuda inne tomy, ale nie zaznałam tej
przyjemności. Pensja, gruzińskie księżniczki, czarnobrewi książęta, hutory w
stepie i auły na Kaukazie. Jezusie słodki!
"Pamiętnik??? pensjonarki" - bardzo gruba, miękkie okładki, chyba w brązach.
Rosja, chyba nie sowiecka, bo były pensje i ŻURFIKSY - jejku, jak mi sie to
słowo podobało. Dziewczynka była chyba nieduża, bo szczególnych romansów nie
pomnę.
"Priska" - chyba jakaś Skandynawia, pamiętam tylko tyle, że mi sie podobało i
że wielokrotnie czytałam.
uwaga teraz będzie odjazd absolutny!!! Książka odziedziczona po moim wujku,
bolszewizm absolutny, historia biednych murzyńskich dzieci prześladowanych w
USA przez okrutnych imperialistów. Autor radziecki majaczy mi Kawierin??/, a
tytuł "Dzieci z musztardowego ??? raju" (czy to możliwe?). Zaczytywałam sie tym
do czasu aż ojciec przeczytał i wyrzucił. Pod koniec książki biedny czarny
chłopczyk wyjeżdża z fatalnego Usa do wspaniałego Związku Sowieckiego.
Statkiem. Pamiętam natomiast w całości wierszyk, który mu na pożegnanie
napisała koleżanka:" Gdy bedziesz tam daleko i wolny jak jaskółka to pomyśl, co
porabia twa czarna przyjaciółka. Pomyśl, że kolor skóry być może
przeznaczeniem, który napełnia życie pogardą i cierpieniem." Ta pamięc to
jednak śmieszna jest. Z tego wierszyka wynik, że chłopiec był biały. Tego nie
pamiętam.
Czy ktoś wspominał już "Timura i jego drużynę" Gajdara? Ja pamietam, że to było
przygodowe, ale przecież musiała być jakaś propaganda w tle (też odziedziczona
po wujku - strasznie ubogie wydanie)
Autor Howard Fast, tytułu nie pamietam, okładka bordowa, miękka, ulustracje
tzw. ryciny z odsyłaczami do stron, format troszke większy niż normalny,
cienka. Czytałam wielokrotnie, pamietam niemal każdą stronę, a treści ni w
ząb. Aha, wydanie też wujkowe więc tuz powojenne.
cdn. Dzięki piękne za wątek. tylu fajnych ludzi na świecie. Pozdrawiam.



Temat: Drzewko gdybań
Krzyżówka hetmańska na drzewku gdybań
Krzyżówka hetmańska na drzewko gdybań nadaje się wręcz idealnie. Jest wodą na
jego (drzewka) młyn. Ale najpierw przystawka z cytatów; niektóre są pozornie
dalekie od tematu, ale nie dajcie się zwieść.

jw1969 napisał:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10067&w=6786328&a=6791712
> A ja mam mieszane odczucia. Nie jestem przekonany do kalamburów, w których
> używa się symboli pierwiastków czy samochodowych oznaczeń państw.

widok22 napisał:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10067&w=19249512
> Bliski ideałowi rebus z licencjami ukazał się [ciach] Rysunki: wrona, wiadro,
> szczotka, kot. Rozwiązanie: Precz z Czang Kai-Szekiem! Licencje: (pod wroną)
> W=P, O=E, N=C, A=Z; (pod wiadrem) W=Z, I=C, A=Z, D=A, R=N, O=G; (pod szczotką)
> S=K, Z=A, C=I, Z=S, O=Z, T=E, A=I; (pod kotem) K=E, O=M, T=!

tororo napisał:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10067&w=6786328&a=6807215
> U nas [ciach] autorow krzyzowek hetmanskich jest niewielu i znajduje sie ona
> mniej wiecej w takiej fazie rozwoju jak u Anglikow i Amerykanow w latach 40.

Nie wydaje Wam się aby, że tworzenie krzyżówek hetmańskich to najłatwiejsza
łatwizana z łatwizn? Dużo trudniej ułożyć alfabetkę, bo dochodzi warunek
konstrukcyjny na diagram, podczas gdy w hetmańskiej niczego takiego nie ma.
Dowolność w diagramie, multidowolność w objaśnianiu...

Objaśnienie ułożyć - sytuacja ultrakomfortowa. Określić się da każde słowo,
choćby w sposób zbliżony do przytoczonego przez Widoka idea(ł)u rebusu z
licencjami. "W końcu to chłop" = P, że wspomnę tylko jeden z ostatnich rekordów
świata. Pobić go mogłoby chyba już tylko P = "nie występuje w Australii".
Możliwości dosłownie same sypią się z rękawa, a do tego - co wszak niezmiernie
kuszące - cała rzecz jest bezstresowa, w porównaniu z taką na przykład
krzyżówką z przymrużeniem oka, przy której natrudzić się trzeba, oj trzeba,
a potem w nagrodę jeszcze ktoś zarzuci człowiekowi plagiat (bardzo trudno jest
ułożyć dowcipne lub przynajmniej nietuzinkowe określenie bez użycia gry liter
i z czymś więcej niż rym, bardzo łatwo zaś wpakować się na minę wtórności).

Mógłbym to wszystko napisać w wątku o hetmańskiej - zdaje się, że w międzyczasie
Uhuhu dorzucił tam posta w gargamelowskim duchu "jak ja nie cierpię tych
smerfów". A jednak zdecydowałem, że tu moim uwagom będzie bardziej na miejscu.
Bo o ile układanie krzyżówki hetmańskiej (a zwłaszcza jej określanie) traktuję
jako najłatwiejszą łatwizanę z łatwizn, o tyle rozwiązywanie wciąż mnie jeszcze
bawi (choć bywają chwile, że i nuży). A to jest w stuprocentowej zgodzie z ideą
drzewka gdybań: nakład pracy nie musi iść w parze z efektem medialnym.

Czy grozi nam zalew hetmańską? Groźnie zabrzmiała diagnoza Tororo, że jesteśmy
(już tylko?) sześćdziesiąt lat za Anglikami i Amerykanami. Szczerze mówiąc, mam
to nam za plus, bo raczej nie chylę czoła przed anglojęzycznym szaradziarstwem,
a wszelka monokultura mnie przeraża. Rozwiązanie tysięcznej hetmańskiej przy
całkowitym zarzuceniu innych łamigłówek jest dla mnie tak samo ponurą wizją jak
rozwiązanie tysięcznej wykreślanki przez kogoś, kto tylko wykreślanki trzaska.

Pozostaje jeszcze pytanie nawiązujące do wpisu Tororo: czemu wobec wszystkiego
powyższego "autorów krzyżówek hetmańskich jest niewielu"? Pozostawiam tę kwestię
otwartą, chętnie zapoznam się z Waszymi opiniami. Może w Waszych głosach znajdę
rozwiązanie jakże przyszłościowego (oby nie!) dylematu - to make or not to
make...




Strona 3 z 3 • Zostało wyszukane 169 postów • 1, 2, 3

© 2009 - Ceske - Sjezdovky .cz. Design downloaded from free website templates